Górski Konkurs Samochodowy - KRYTERIUM KAMIONKI 2012 odbędzie się 13 maja - w niedzielę, na trasie Kamionki - Przełęcz Jugowska
Długość trasy - 6 km, różnica wysokości - 300m. Jest to pierwsza z czterech rund
zaplanowanych na tegoroczny sezon sportowy.
KRYTERIUM KAMIONKI i WALIM TROPHY będą rozgrywane o tytuł Mistrza
Gór Sowich. Tytuły zostaną przyznane w każdej klasie..Przyjmowanie zgłoszeń
załóg nastąpi w miejscu startu, w Kamionkach, w dniu zawodów w godz.8.00 - 9.00.
Regulamin ramowy oraz program zawodów umieszczony jest na stronie
internetowej: www.kryteriumkamionki.pl . Dodatkowe informacje pod
telefonem: 692-046-743. Zapraszamy na tradycyjną imprezę !!
GÓRSKI KONKURS SAMOCHODOWY 2012 o tytuł "Mistrza Gór Sowich"
13 maja - niedziela - Kryterium Kamionki
2 września - niedziela - Kryterium Kamionki
16 września - niedziela - Walim Trophy
30 września - niedziela - Kryterium Kamionki
Zapraszamy do udziału w Konkursie.
W sporcie samochodowym kierowca jest nie tylko szoferem ale również zawodnikiem.
Pasażer z prawej strony czyli pilot jest również zawodnikiem. Oboje bawią się
w uprawianie sportu ekstremalnego co nie zawsze kończy się szczęśliwie.
W wyścigach torowych czy górskich bierze udział jedynie kierowca bez pilota.
Zawody samochodowe odbywają się albo na drogach publicznych: rajdy albo na
specjalnych torach wyścigowych: wyścigi. Różnica jest bardzo istotna ze względu
na problemy z bezpieczeństwem zawodów i dotyczy całej załogi lub tylko
jednego zawodnika.
Temat jest dosyć obszerny, ponieważ dotyczy ryzykownych decyzji załogi rajdowej
oraz bezpieczeństwa publiczności oglądającej Odcinki Specjalne. Sytuacja na torze
wyścigowym jest mniej skomplikowana od strony bezpieczeństwa a zawodnik
skupia się głownie na samej jeździe i obserwacji konkurentów. Wypadnięcie z toru
bardzo rzadko kończy się tragicznie a pomoc jest natychmiastowa.
Wypadki w rajdach zdarzają się w każdym roku a niektóre niestety ze skutkiem
śmiertelnym. Wtedy wkracza prokurator. który zazwyczaj ma małe pojęcie o tym
gdzie kończy się odpowiedzialność kierującego samochodem a zaczyna się
ograniczona odpowiedzialność kierowcy - zawodnika. Dotyczy to relacji pomiędzy
członkami załogi jak również wypadków w których giną przypadkowi lub
"świadomi" kibice.
W przypadku widzów, winą obarcza się często Organizatora Rajdu, starając się
mu udowodnić błędy w zabezpieczeniu trasy OS-u. Czasami zdarza się, że
Organizator jest bez zarzutu a kierowca wogóle nie odpowiada za spowodowanie
wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Winny sobie jest tylko nieboszczyk, ponieważ
znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
Ten temat wymaga osobnej rozprawy. Osobiście uważam, że pobłażliwe traktowanie
kierowców rajdowych jak "świętych krów" na trasie OS-u jest mocno przesadzone.
Droga publiczna, nawet wykorzystywana w sposób szczególny nie powinna być
identyfikowana z zamkniętym torem wyścigowym.
Ale teraz muszę się zająć tematem odpowiedzialności karnej kierowcy i pilota.
Sprawa jest prosta gdy zginie kierowca a przeżyje potłuczony pilot.
Również nie ma tematu jak oboje "pójdą do nieba", ponieważ sami się ukarali
za brak wyobraźni. Takie przypadki również są mi znane. Gorzej jak kierowca
jest cały i zdrów a pilot opuścił ten nudny padół lub miał szczęście i został trwałym
inwalidą. Wtedy rodzina pilota może wytoczyć sprawę z powództwa cywilnego
przeciwko zdolnemu kierowcy. I tak też bywało.
Takie sprawy sądowe trwają po kilka lat, ponieważ naszym sędziom nigdy się
nie spieszy a mecenasi zacierają ręce - im dłużej tym lepiej ! Trudno podać
przykład sprawy zakończonej konkretnym wyrokiem.
Osobiście znam przypadek prokuratorski, który przekonywująco udowadnia
zakres odpowiedzialności kierowcy rajdowego.
W roku 1991 byłem przewodniczącym Zespołu Sędziów Sportowych na "Rajdzie
Festiwalowym" w Opolu. Rajd stanowił rundę RSMP - niestety po raz pierwszy
i zarazem ostatni. Moimi kolegami z Zespołu byli śp.Wojtek Ondraczerk - dyrektor
"Rajdu Wisły" i Kazimierz Łuczak - dyrektor "Rajdu Zimowego". To był wyjątkowo
pechowy rajd dla dyrektora Andrzeja Nowaka. Na pierwszym (po prologu) Odcinku
Specjalnym pt."Niwki" nastąpił wypadek w którym zginął pilot.
O tym co się działo w dalszym ciągu imprezy, można napisać książkę. Warto
wspomnieć, że w Rajdzie, szeroko komentowanym przez telewizję, uczestniczyło
około 100 załóg w tym cała czołówka utytułowanych zawodników.
Bardzo mnie interesowało, jaki będzie wynik prokuratorskich dochodzeń.
Po kilku miesiącach dowiedziałem się, że Organizator jest w posiadaniu ważnego
dokumentu. Odwiedziłem Automobilklub Opolski i zrobiłem kopię z krótkiego
ale konkretnego orzeczenia prokuratora. Jest to precedensowy werdykt w historii
naszego sportu. Całość zamieszczam poniżej i uważam, że warto z tym wciąż
aktualnym dokumentem się zapoznać.
Andrzej Dobosz
Postanowienie o umorzeniu dochodzenia w sprawie wypadku zaistniałego na trasie
Rajdu Festiwalowego w Opolu w dniu 6.07.1991r.
Wypadek miał miejsce na trasie Odcinka Specjalnego Nr.1: Dębska Kużnia - Niwki.
i prowadził on asfaltową nawierzchnią przez teren leśny. Załoga: Mariusz
Wirkijowski i Grzegorz Kłosiński jadąca samochodem "Suzuki Swift 1300" wypadła
z trasy OS-u uderzając w drzewo w wyniku czego Grzegorz Kłosiński (pilot)
zmarł na miejscu wypadku.
Zebrany materiał dowodowy potwierdził, że wypadek załogi Automobilklubu
Morskiego rozpatrywać należy jedynie w kategoriach ryzyka sportowego.
Niewątpliwym jest, iż specyfika i charakter rywalizacji w sportach motorowych
i samochodowych powodują iż sporty te niosą w sobie znamiona niebezpieczeństwa
dla rywalizujących z sobą załóg. Tym samym przystępując do rywalizacji
zawodnik godzi się , iż całkiem realne jest narażanie się na niebezpieczeństwo dla
swojego zdrowia a nawet życia.
Niewątpliwie istotna pozycja sportu we współczesnym świecie powoduje, iż nauka
prawa karnego wprowadziła do swojej doktryny pojęcie ryzyka sportowego
w katalog nieskodyfikowanych kontratypów, czyli okoliczności wyłączających
w tym wypadku bezprawność czynu.
Ta sytuacja sprawia, iż jakiekolwiek dalsze rozważania odnośnie przyczyn wypadku
leżących ewentualnie po stronie załogi samochodu (prędkość, sposób jazdy, wzajemne
zrozumienie i współpraca) stają się bezprzedmiotowe.
Jednocześnie należy stwierdzić, iż organizacja Rajdu pod każdym względem
odpowiadała wymogom stawianym tego typu imprezom sportowym przez
stosowne przepisy i władze sportu samochodowego.
W tym stanie rzeczy podjęcie decyzji o umorzeniu dochodzenia jest w pełni
zasadne w myśl dyspozycji art.11 pkt.1 kodeksu postępowania karnego.
- Jaki był pierwszy Elmot?
To był rajd popularny, który odbył się w dniu 22 października 1972r. Na miarę nowego
i pierwszego w historii Świdnicy Automobilklubu, który powstał rok wcześniej.
Ale już wtedy pod patronatem Zakładów Elektrotechniki Motoryzacyjnej ELMOT.
Świeżo upieczeni sędziowie i nowi działacze z wielkim zapałem organizacyjnym.
Wszyscy bardzo przejęci i zupełnie społecznie obsługujący imprezę. Piękne czasy !
Byliśmy młodzi i nie liczyły się godziny poświęcone organizacji rajdu Wystartowało
około czterdzieści samochodów. Uczestników bardzo interesowała górska trasa
i nowe próby. Start i meta była w Rynku. Cała południowa strona zapchana ludżmi!
- Jak na przełomie lat rozwijała sie impreza?
Rajd Elmot rozwijał się bardzo konsekwentnie. Po rajdzie popularnym przekształcił się
w rajd okręgowy (około 80 załóg) a następnie w rajd strefowy - strefa południowo-
zachodnia. W strefie uczestniczyli zawodnicy z sześciu Automobilklubów - od Jeleniej
Góry po Szczecin. Frekwencja sięgała około 100 załóg. Od 1975 roku uczestniczyłem
w ścisłej ekipie organizacyjnej Automobilklubu Dolnośląskiego, przygotowującej
kolejne Rajdy Polskie. Byłem autorem tras kolejnych sześciu rajdów. Poznałem
wszystkie sprawy związane z organizacją wielkiej imprezy międzynarodowej.
Dałem się również poznać władzom Głównej Komisji Sportu Samochodowego PZM.
Te moje znajomości utorowały drogę do zlecenia ekipie świdnickiej organizacji
eliminacji Mistrzostw Polski w roku 1978. Były to bardzo pracowite lata - jedną nogą
stałem w Świdnicy a drugą we Wrocławiu. Żeby było weselej to nie posiadałem telefonu
jak również własnego samochodu.
- Jakie były przełomowe punkty w historii Elmotu?
Oczywiście , pierwszy rajd z nazwą sponsora wiernego imprezie przez wszystkie lata
aż do końca istnienia fabryki. To druga impreza sportowa, która podobnie jak Rajd
Kormoran, przez wszystkie lata istnienia miała tego samego fabrycznego sponsora.
Więcej takich przypadków nie było w naszym sporcie.
Warto przypomnieć, że ani wcześniej ani póżniej żadna Delegatura albo Oddział
Automobilklubu macierzystego nie zorganizował samodzielnie imprezy rangi
Mistrzostw Polski. A nam się to udało !
Następny przełom to rok 1978 czyli urodziny rajdu jako eliminacji RSMP a później
rok 1980 - dwie eliminacje w jednym roku.W historii sportu samochodowego
żaden Automobilklub nie przeprowadził dwóch rund w tym samym roku. Obie
eliminacje zostały uznane przez GKSS jako najlepiej zorganizowane wśród sześciu
konkurencyjnych klubów.
Kolejny, wyjątkowy rekord w roku 1981. Udało się przeprowadzić Rajd Elmot
w roku stanu wojennego, podczas pełnego chaosu gospodarczego i absolutnego
braku paliwa. Żadnemu Organizatorowi rajdu nie udała się ta sztuka !
Całkowicie przygotowany Rajd Polski został odwołany przez PZM na osiem dni przed
startem. Oddaliśmy go walkowerem ! To był koniec rajdu z czterema gwiazdkami.
Reanimacja nastąpiła dopiero w roku 1988.
W latach późniejszych Rajd Elmot przebiegał bardzo sprawnie ponieważ owocowało
duże doświadczenie i rutyna organizacyjna naszej ekipy.
- Co Panu dawało największą satysfakcję przy organizacji rajdów?
Oczywiście udana i szczęśliwa impreza. Szczęśliwa wtedy, gdy nikt z zawodników
nie zginął a żaden kibic nie został rozjechany. Warto podkreślić, że nigdy w czasie
trwania Rajdu Elmot nie zginął żaden zawodnik. To wyjątkowy i warty podkreślenia
rekord trzydziestu ośmiu edycji rajdu. Żaden Organizator RSMP nie miał takiego
szczęścia w tej smutnej statystyce. Powiadają, że dobrym szczęście sprzyja !
Ale najwięcej zadowolenia miałem z projektowania kolejnych tras rajdowych i tej całej
logistyki zawodów. Zawsze uważałem, że sztuka przewidywania i wyobraźnia
organizacyjna ma zasadniczy wpływ na konstrukcję rajdu.Trzeba liczyć zamiary
na siły. Jest to kluczowa sprawa dla dobrego przeprowadzenia rajdu.
Projektowanie tras rajdów robiłem zawsze osobiście. Byłem autorem trasy dwudziestu
sześciu Rajdów Elmot i siedmiu Rajdów Polski. Wszystkie moje trasy sprawdziły się
dobrze podczas minionych rajdów i miały wysoką ocenę walorów sportowych.
Jest jeszcze jeden rekord. Przez 23 Rajdy Elmot nie został odwołany żaden Odcinek
Specjalny. Do tego przyczyniła się wyjątkowo spektakularnie organizowana
łączność i dyspozycyjność niezawodnych sędziów. Ale to temat jak rzeka.
- Na przestrzeni ponad 40 lat poznał Pan niezliczoną ilość zawodników i działaczy.
Kogo z tego grona najmilej Pan wspomina?
Rzeczywiście, głowę mam wytapetowaną nazwiskami i wspomnieniami o świetnych
zawodnikach i działaczach kochających ten sport. Często wspominamy tych którzy
odeszli: Marian Bublewicz, Janusz Kulig, Bogdan Herink i wielu innych.
Do zawodników, których darzę szczególną sympatią należą: Marek Ryndak,
Maciej Wisławski, Janusz Szerla, Ryszard Żyszkowski, Lesław Orski, Jakub
Mroczkowski, Basia Stępkowska.
Lista działaczy to osobny rozdział. Było ich bardzo wielu - przecież 40 lat to dwa
pokolenia ! Odeszli wybitni działacze: Zdzisław Czubak i Wacław Droń.
- Jak teraz spogląda Pan na ten rajd?
Zależy z której strony. Generalnie, rajdy można podzielić na dwie epoki: do daty
ustanowienia strefy serwisowej i od tego terminu do chwili obecnej. Powstanie
strefy serwisowej zmieniło zasadniczo konfigurację tras i harmonogramy wszystkich
rajdów. Była to konieczność ale wszyscy wspominają z sentymentem stare rajdy.
Współczesne rajdy to trzy powtarzalne OS-y pierwszego dnia imprezy i podobnie
drugiego dnia. Ogółem 13 - 15 Odcinków Specjalnych. Dawniej było ponad 20.
Dodatkowo wyjątkowo długie dojazdówki do strefy serwisowania. Odcinki Specjalne
są często zatrzymywane a czasy przejazdu ustalane umownie przez Zespół Sędziów.
Przy dzisiejszych samochodach OS-y stają się niebezpiecznie szybkie a defekt opony
często decyduje o wyniku końcowym. Ponadto drastycznie spadła frekwencja załóg
zgłaszanych do RSMP. Samochody rajdowe, serwis i koszty udziału w rajdzie są tak
drogie, że mało kogo na to stać. To jest chyba jedyna w pełni amatorska dyscyplina
sportowa. Musi minącćkilka lat startów i dopłacania z własnej kieszeni zanim osiągnie
się przyzwoite wyniki i złapie sponsora.
W roku 2010 odbył się ostatni rajd z nazwą Elmot. Zlikwidowano największą świdnicką
fabrykę części samochodowych i skończył się wieloletni sponsor rajdu. Ogółem
zorganizowaliśmy trzydzieści osiem udanych Rajdów Elmot. To piękny rozdział
w historii sportu samochodowego i wielkie osiągnięcie naszych działaczy.
Ale Rajd Świdnicki trwa nadal z innym sponsorem. I na pewno będzie odbywał się
dalej do chwili kiedy dyrektor rajdu Roman Grygianiec powie: dziękuję,
mnie już wystarczy.
A w ogóle to impreza jest w dobrych rękach i nawet niespodziewane przesunięcie
terminu rajdu z tygodnia na tydzień nie rozłożyło świdnickich działaczy. Taka
"niespodzianka" nie spotkała nigdy żadnego Organizatora.
]
DLACZEGO PRZERWANO 39 RAJD ŚWIDNICKI
18-03-2012 o godz. 18:45:03 (143 reads)
Wyczynowy sport samochodowy to sport ekstremalny. Dotyczy to szczególnie rajdów. Ściganie się z czasem na górskich drogach z drzewami stojącymi przy pasie drogowym, z prędkością przekraczającą 160 km/godz, jest wyjątkowo
niebezpieczne. Zawodnicy, którzy biorą w tym udział, zdają sobie sprawę, że mogą nie wrócić do domu albo zostać inwalidą.
Tak samo, jak himalaiści
i uczestnicy innych dyscyplin ekstremalnych. Ale osiągana prędkość i wysoki
stopień ryzyka podnosi im adrenalinę i czasami robią fatalne błędy w technice
jazdy. Różnie to się kończy. Tak czy owak ścigają się na własne ryzyko i własną
odpowiedzialność.
Warto zauważyć, że większość testów fabrycznych z manekinem w samochodzie
prowadzona jest przy prędkości 50 km/godz. Wyraźnie widać co się dzieje
w kabinie samochodu i jakie są zniszczenia. Można sobie wyobrazić, co zresztą
często oglądamy, jak wygląda samochód i pasażerowie, którzy spotkali się
z drzewem przy prędkości 150 km/godz. Nawet, jeżeli w aucie rajdowym
są wszystkie specjalne instalacje bezpieczeństwa, przeciążenie jest ogromne
a uderzenie drzwiami o drzewo ma fatalne skutki dla załogi. Jest to zawsze
najsłabszy punkt zabezpieczenia z uwagi na minimalną strefę zgniotu.
W "39 Rajdzie Świdnickim" - drugiej rundzie RSMP, w klasie N3 wystartowała
załoga Sylwester Olszewski i Michał Całek na samochodzie Honda Civic.
Z Automobilklubu Karkonoskiego. W tej klasie jechało dziewięć załóg a wymieniona
załoga miała numer startowy 46, czyli przedostatni. Oglądając wyniki, można
stwierdzić, że zajmowali 6 -7 miejsce w klasie. Nie mieli szans na "pudło"!!.
Tym bardziej zastanawia determinacja kierowcy, który podczas trwania drugiego
etapu rajdu na, jedenastym Odcinku Specjalnym: Wolibórz - Jodłownik, spowodował
tragiczny wypadek. Stało się to około 1 km. od startu w miejscu gdzie przez ostatnie
40 lat nigdy nie było żadnego wypadku podczas trwania rajdu. bez względu na
kierunek jazdy. A OS Jodłownik - Wolibórz był setki razy wpisywany w trasy
Rajdu Polski, Rajdu Elmot i Rajdu Nikon. W ostatnim rajdzie odbył się tylko
jeden raz i to po kilkuletniej przerwie.
Informacja o zdarzeniu dotarła bardzo szybko do Centrum Kierowania Rajdem - CKR
Kontroler obserwujący monitor AUTO GUARD (GPS) wykrył natychmiast, że
auto przy prędkości 138 km/godz nagle się zatrzymało. Błyskawicznie powiadomiony
kierownik Startu w Woliborzu wysłał karetkę pogotowia i wóz ratowniczy. Cała
ekipa znalazła się w miejscu wypadku w niecałe dwie minuty od zdarzenia.
Po rozcięciu samochodu wyjęto kierowcę i pilota. Pomimo bardzo sprawnej akcji
reanimacyjnej, kierowca nigdy nie odzyskał przytomności i zmarł w karetce przy
helikopterze ratowniczym. Miał poważne obrażenia wewnętrzne, ponieważ
główne uderzenie nastąpiło w drzwi od strony kierowcy. Pilot został przewieziony
do szpitala w Polanicy z którego wyszedł po dwóch dniach badań i obserwacji.
Wypadek miał miejsce o godz.10,17 a o godz 10,15 pierwsza załoga powinna
wystartować na OS-ie Kamionki - Miłków. Z uwagi na karetkę jadącą do helikoptera
start wstrzymano i właściwie zatrzymano w Kamionkach wszystkie załogi z RSMP.
Po długiej przerwie uruchomiono OS i załogi dojechały w końcu do przerwy serwisowej.
Był to trzeci i ostatni OS pierwszej pętli drugiego etapu Rajdu. Jak się wkrótce
okazało był to ostatni Odcinek Specjalny w całym Rajdzie, ponieważ Zespół
Sędziów Sportowych poparł propozycję Dyrektora Rajdu i zdecydowano się
na wcześniejsze zakończenie zawodów.
Powody takiej decyzji są dla mnie dyskusyjne i osobiście uważam. że Rajd powinno
się prowadzić zgodnie z programem, bez względu na opisane fakty.
Współczesne rajdy krajowe "schodzą na psy". W Rajdowych Samochodowych
Mistrzostwach Polski bierze udział 40 - 50 załóg w tym (z całym szacunkiem)
sporo "historyków". Prawie nie ma rajdu, aby Delegat PZM d/s bezpieczeństwa
nie wyciął jakiegoś OS-u. Oczywiście z niesłychanie ważnych powodów, ponieważ
każdy z oficieli jak może tak się asekuruje i dba o dalszą karierę w federacji.Wiesza się
taśmy ostrzegawcze gdzie trzeba i gdzie są zupełnie zbyteczne. Wielu "safeciarzy"
stoi na OS-ach w miejscach, gdzie nigdy nie było" żywego ducha". Na kostce w Walimiu
ogrodzono siatką zakręty - brakuje tylko drutu kolczastego. Przez 37 Rajdów Elmot
i wielu Rajdów Polski na zakrętach walimskich była tylko taśma i to zupełnie
wystarczało. Przez 40 lat żaden samochód rajdowy nie przejechał w tym miejscu
żadnego z kibiców, ponieważ ten fragment trasy zawodnicy traktują pokazowo.
Do zupełnej rzadkości należy rajd w którym odbyły się wszystkie zaplanowane OS-y
bez przyznawania załogom tzw."czasów umownych" - czyli decyzją ZSS.
W " 39 Rajdzie Świdnickim" zaplanowano 15 Odcinków Specjalnych - 9 w pierwszym
etapie i 6 drugiego dnia Rajdu. Z pierwszego etapu wypadły dwa OS-y, z drugiego
etapu wypadły 3 OS-czyli połowa. Z tego powodu załogi sklasyfikowane w Rajdzie
otrzymały połowę punktów do RSMP za drugi dzień zawodów.
Jeżeli w Rajdzie zaplanowano 15 Odcinków Specjalnych o łącznej długości 157 km
a odbyło się 10 OS-ów o łącznej długości 104 km. to można powiedzieć że: "para
poszła w gwizdek". Jak na Mistrzostwa Polski, potęgę zgromadzonych ekip
serwisowych i bardzo wysokie koszty udziału zawodników, to nikt z tej statystyki
nie może być zadowolony !.
Doskonale, od strony technicznej przygotowana Meta w rynku świdnickim
i zgromadzeni licznie mieszkańcy nie doczekali się niestety zwycięzców Rajdu.
A szkoda, ponieważ wjazd na rampę Mety Rajdu, ogłoszenie wyników i wręczenie
pucharów jest bardzo ważnym elementem imprezy. Istotnym dla zawodników,
dziennikarzy i sponsorów. Oczywiście, również dla Organizatorów Rajdu.
To przecież finał wielu miesięcy przygotowań i wysiłku całej ekipy Automobilklubu.
Setki kibiców z wykupionym identyfikatorem ubezpieczeniowym, często z odległych
miejscowości, nie doczekało się zawodników na odwołanych Odcinkach Specjalnych !!.
Jednym słowem stało się źle i trzeba postawić konkretne pytanie: czy Organizator
łącznie z ZSS powinien odwołać część Rajdu lub cały Rajd z powodu śmierci
zawodnika. Pytanie to dotyczy wszystkich organizowanych imprez rajdowych.
Historia sportu samochodowego i w ogóle sportu. pełna jest przykładów
kiedy w podobnej sytuacji zawody kontynuowano zgodnie z programem do samego
końca.
- Podczas olimpiady w Monachium, palestyńscy terroryści wymordowali całą
sportową ekipę izraelską i pomimo tak wielkiej tragedii olimpiady nie przerwano.
- Na "Rajdzie Kormorana" - eliminacji RSMP, na pierwszym Odcinku Specjalnym
rozbiła się załoga z Automobilklubu Wielkopolskiego, ponieważ w nocy drogowcy
posypali piaskiem nowy asfalt. Kierowca zmarł w szpitalu a pilota uratowano.
Zawody były prowadzone do końca zgodnie z programem.
- W "Rajdzie Zimowym", Marian Bublewicz miał wypadek w Orłowcu o godz.11.30
a zmarł w szpitalu w Lądku około godziny czternastej. Zawodnicy wiedzieli, że Marian
jest w szpitalu ale o jego śmierci dowiedzieli się dopiero na mecie Rajdu, po godz 17.
Rajd przytomnie doprowadzono do końca, ujawniając prawdę we właściwym
momencie.
- W " Rajdzie Festiwalowym" - eliminacji RSMP w Opolu wzieli udział wszyscy
liczący się wtedy zawodnicy rajdowi. Na pierwszym Odcinku Specjalnym
koło Dębskiej Kużni, rozbiła się załoga jadąca samochodem Suzuki Swift.
Pilot Grzegorz Kłosiński zginął na miejscu. Rajd kontynuowano przez całą
pierwszą pętlę aż do przerwy. To wystarczyło, aby uznano klasyfikację rundy
i zaliczono punkty do RSMP.
- W "Rajdzie Polski" organizowanym przez Automobilklub Dolnośląski. podczas
trwania pierwszego etapu, na OS-ie Sienna - Idzików rozbiła się bulgarska załoga.
Wypadek miał miejsce pomiędzy metą lotną a stopem. Kierowca zginął na miejscu
a pilot odzyskał przytomność po czterech godzinach. Rajd kontynuowano zgodnie
z harmonogramem zawodów do samego końca.
- W " Rajdach Safari" i innych maratonach samochodowych, prawie zawsze zdarza się
jakiś wypadek śmiertelny wśród zawodników. Nie ma to żadnego wpływu na dalszą
kontynuację zawodów aż do osiągnięcia Mety Rajdu.
Byłem także na innych imprezach z podobnymi zdarzeniami i podobnych
przykładów mogę przytoczyć dużo więcej.
Po otrzymaniu informacji o zakończeniu akcji ratunkowej, kierownictwo zawodów
mogło kontynuować Rajd, po prawie nie zmienionej trasie. Przy dzisiejszych
środkach łączności Centrum Kierowania Rajdem panuje nad każdą sytuacją
i dyspozycje docierają do wszystkich Punktów Obsługi Rajdu. Ale podjęto decyzję
kończącą zawody i wręczenie pucharów odbyło się w Biurze Rajdu.
Wydaje się. że jedynym realnym zagrożeniem mogły być tendencyjne recenzje
dziennikarzy, czyhających jak zwykle na sensację. Ale wcześniejsze zakończenie
imprezy nic właściwie nie dało. W niektórych mediach pojawiły się po Rajdzie takie
bzdury, że nie warto tego komentować !
Uważam. że każdy zawodnik przystępując do rywalizacji w sporcie samochodowym
zgadza się świadomie na narażenie się na niebezpieczeństwo dla swojego zdrowia
a nawet życia. Nie powinno się przerywać lub skracać zawodów z powodu
nieodpowiedzialnej jazdy kierowcy. który nie licząc się z ryzykiem przekroczył
barierę rozsądku i doprowadził do fatalnego końca.
Andrzej Dobosz
A.D. 2011
]
PODWÓJNA TRAGEDIA W STRZELINIE
18-03-2012 o godz. 17:26:29 (119 reads)
W dniu 18 czerwca 2006r, przy pięknej i słonecznej ogodzie, odbywał się "Rajd Strzeliński" - kolejna runda drugiej ligi rajdowej czyli "Puchar PZM". Na imprezę
składały się trzy Odcinki Specjalne, powtarzane trzykrotnie. Drugi przejazd tymi samymi OS-ami okazał sie fatalny. Na Odcinku Specjalnym "Kuropatnik" zginęli kibice, Dwoje bardzo młodych ludzi. Rajd przerwano i rozpoczęto dochodzenie w temacie: kto zawinił i kto ponosi odpowiedzialność za to nieszczęście!
Natychmiast rozpoczęła się wrzawa medialna i cały kraj poinformowano, jaki to niebezpieczny sport te cholerne rajdy samochodowe.
Zdarzenie miało miejsce w niedzielę w ostatnim dniu czterodniowego weekendu. Wieczorem policja ogłosiła komunikat. W ciągu czterech dni zginęły w Polsce,
na drogach, osiemdziesiąt dwie osoby a około czterystu pokiereszowanych zasiliło krajowe szpitale. To była zupełna normalka - można powiedzieć: polski
standard. Jednym słowem: strach się poruszać po naszych drogach !!
Ale 18 czerwca, potęga medialna była ukierunkowana na sport samochodowy, jak się okazało: wyjątkowo niebezpieczny. Tylko, że o tych walorach rajdów
wiedzieli wszyscy zainteresowani: organizatorzy, zawodnicy i oczywiście kibice. Zawodnicy kochają ryzyko i to jest normalne a kibice wychodzą ze skóry, żeby być
świadkiem jak samochód wali w drzewo a najlepiej jak dachuje ! Jak młoda załoga zobaczy kupę widzów z aparatami i kamerami to dostaje takiego świra , że popełnia kardynalne błędy. A kibice chcą być możliwie blisko pędzących samochodów. Nie wszyscy muszą być trzeźwi a zupełni głupole traktują rajd jak "rosyjską ruletkę". Zapominają, że samochód, który wypadnie z trasy, ma taką dynamikę, że bardzo trudno przewidzieć, gdzie wkońcu wyląduje.
Na dobrą sprawę i aby spać spokojnie, powinno się całą zabawę przenieś na tory wyścigowe. I tak z klasycznych rajdów niewiele zostało poza wyrywaniem
sekund na OS-ach. a cały rajd można śledzić siedząc w strefie serwisowej.
Po tym tragicznym wypadku, prokurator rejonowy ze Strzelina zmierzył się z zupełnie nowym tematem. Okazało się, że klasyczny wypadek komunikacyjny
to nie to samo co wyjątkowy wypadek podczas trwania rajdu. Wspólny jest tylko wynik końcowy. Cała dyrekcja Rajdu przesiadywała godzinami u prokuratora.
Ściągnięto również członków ZSS na osobne przesłuchania.Chyba tylko po to, aby się dowiedzieć , że sprytne przepisy federacyjne chronią PZM od jakiejkolwiek
odpowiedzialności.
Główny Organizator rajdu, czyli Automobilklub, wyszedł z tego dochodzenia obronną ręką. Nie udowodniono mu winy ani zaniedbań organizacyjnych.
Jest to bardzo ważne orzeczenie, ponieważ wyłącznie bezpośredni Organizator imprezy a konkretnie Dyrektor Rajdu otrzymuje zgodę ze starostwa na
przeprowadzenie zawodów i z mocy prawa jest za wszystko odpowiedzialny. Ale fakty i papierowa dokumentacja wybroniły Organizatora. Trzeba było dalej
szukać winnych nieszczęścia.
W zdarzeniu brali udział: zabici i poturbowani kibice. działacz zabezpieczenia i załoga a konkretnie kierowca samochodu rajdowego. Każda strona miała
swoje osiągnięcia w braku doświadczenia i braku wyobraźni.
Młoda para kibiców siedziała na górce, około ośmu metrów od lewego skraju
drogi, pod słupem energetycznym. Siedzieli TYŁEM do nadjeżdżających
samochodów, w pozycji, która nie dawała im najmniejszych szans ucieczki !!
Byli oddaleni o jeden metr od taśmy zabezpieczającej, zawieszonej na słupie.
Czyli siedzieli przed taśmą a nie za taśmą, mierząc od strony drogi.Ten fakt
ich zgubił a uratował Organizatora od oskarżenia o brak przewidywania.
Niespodziewanie, samochód rajdowy zjechał z drogi i ich dosłownie rozjechał.
Nawet go nie widzieli !
W jaki sposób siedzieli - widać na fotografii. Za ich plecemi, na dodze, widać
również żółty samochód rajdowy. Fotografia jest przytwierdzona do krzyża
stojącego w miejscu wypadku.
Pozostali kibice, stojący również przed taśmą, zdołali odskoczyć, ponieważ
obserwowali jadące samochody. Poza jedną osobą odwiezioną do szpitala.
W pobliżu znajdował się działacz zabezpieczenia, wyposażony w żółtą kamizelkę
i gwizdek. Był równie młody co nieszczęśliwi kibice. Niestety - nie przegonił
wszystkich za taśmę, ponieważ był absolutnie przekonany, że miejsce w którym
jedni siedzą a drudzy stoją jest zupełnie bezpieczne ! Pomylił się.
Podczas dochodzenia wziął całą winę na siebie i ułatwił pracę prokuratorowi.
W lutym zapadł wyrok. Działacz zabezpieczenia dostał trzy lata w zawieszeniu.
Ale był jeszcze trzeci udziałowiec wypadku - kierowca, który nagle zjechał z drogi
i wpadł na ludzi, którzy byli oddaleni o kilka metrów od drogi. Okazało się, że to
nie jest nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, tylko
nadzwyczajny przypadek sportowy. Nie pierwszy i na pewno nie ostatni !
Każdy członek załogi uczestniczący w "Pucharze PZM", musi mieć licencję
sportową-samochodową, która stanowi zaświadczenie, że właściciel licencji
ma wystarczające kwalifikacje aby ścigać się w rajdzie. Licencje wystawia
Polski Związek Motorowy. Kierowca ubiegający się o licencję, musi być
sklasyfikowany w sześciu KJS-ach czyli mówiąc ludzkim językiem - Rajdach
Popularnych. W tych "rajdach" jeździ się po różnych placach i parkingach
czyli "wokoło trzepaka". Jedyną korzyścią jest poznanie procedury Punktu
Kontroli Czasu oraz skuteczny trening łapania za ręczny hamulec.
Szczęśliwy posiadacz zdobytej licencji, wsiada do samochodu rajdowego
nie mając kompletnie żadnego doświadczenia w jeździe wyczynowej
i opisie trasy. To tak jakby ktoś przesiadł się z kajaka do regatowej żaglówki
i chciał koniecznie dokopać konkurencji !
Różnica pomiędzy jazdą w KJS-sie a prawdziwym Odcinkiem Specjalnym,
jest porażająca. Zdarza sie. żę rajd drugoligowy jest podczepiony do rundy RSMP
i że są to identyczne Odcinki Specjalne co w Mistrzostwach Polski. O takim
samym stopniu trudności. A świeżo upieczony zawodnik , zamiast myśleć
jak dojechać rozsądnie do mety usiłuje walczyć z bardziej doświadczonymi
kolegami. Niestety - bardzo często na "krótką metę" !
Załoga uczestnicząca w Rajdzie Strzelińskim, posiadała nowe licencje; wystawione
w 2006 roku. i ten rajd był pierwszym poważnym rajdem w ich karierze. Mieli
oczywiście podobne problemy co inni młodzi zawodnicy rozpoczynający starty
w drugiej lidze rajdowej. Ten udział powinno się traktować jak naukę jazdy
wyczynowej. Ale jak się ma dwadzieścia lat i zacięcie sportowe to na rozsądek
jest z reguły za wcześnie. Szczególnie, gdy dotychczas jeździło się "maluchem"
a startuje Peugeotem.206.
I stało się nieszczęście. Od skrzyżowania dróg do miejsca wypadku było około
300 metrów prostej. Załoga pojechała bardzo szybko - szybciej niż poprzednim
razem ! W miejscu, gdzie asfaltowa droga zaczyna się obniżać, zaczyna się
prawy łagodny łuk, przechodzący dużo dalej w prawy ciasny zakręt. Pojechali
prawą stroną drogi i poboczem, ścinając łuk i wpadli do płytkiej i niegroźnej rynny
betonowej. Kierowca spanikował i odbił w lewo. Nie skontrował, ratując sie przed
możliwym dachowaniem po odbiciu od skarpy. Nagle opuścił drogę i wjechał
na ludzi siedzących i stojących na nasypie - około osiem metrów od skraju drogi.
Dojechał aż za słup energetyczny, przy który stoi krzyż z fotografią w ramce.
Załodze nic się nie stało.
Kierowca zupełnie przecenił swoje umiejętności jeździeckie i popełnił kilka
zasadniczych błędów w prowadzeniu samochodu rajdowego. Miejsce w którym
zginęli ludzie, mogło się wydawać zupełnie bezpieczne. Ale pomysły rajdowych,
niedoświadczonych kierowców, przekraczają naszą wyobraźnię. Pół biedy
jak się sami rozbijają, zdecydowanie źle jak rozjeżdżają ludzi. Powie ktoś:
przecież mieli licencje zawodników, czyli powinni posiadać pewne doświadczenie
w prowadzeniu samochodu rajdowego. A gdzie mieli zdobywać to konieczne
doświadczenie !? Na KJS-ach !!?
Oskarżam byłą Komisję Rajdową a aktualnie Główną Komisję Sportu
Samochodowego PZM o zaniechanie jakichkolwiek czynności w celu naprawy
istniejącej sytuacji. Sprawa dotyczy szeroko pojmowanego bezpieczeństwa
w sporcie samochodowym. Druga liga rajdowa - czyli "własność PZM ', istnieje
od 2000 roku. Było dużo czasu na podjęcie tematu. Corocznie w 10 - 12 rundach
RSP PZM bierze udział kilkadziesiąt załóg z nowymi licencjami, którzy dają
popisy zupełnego braku doświadczenia. Dobrze, że nie zawsze, kończy się to
w szpitalu.
Tak się składa, że każdy Organizator sfederowany w tym pokomunistycznym
związku musi wszędzie umieszczać godła PZM-otu i zawieszać flagi z tym
kiepskim godłem. Ale jak dojdzie do tragedii to odpowiada za wszystko
Automobilklub, Dyrektor Rajdu, sędzia, działacz, czasami kierowca.
Wszyscy - tylko nie przedstawiciele federacji !! Przecież najlepiej jest schować się
za transparent z napisem "Komisja ", "Zarząd ', "Prezydium"
Kolektywne podejmowanie decyzji zwalnia każdego członka Komisji czy Zespołu
od bezpośredniej odpowiedzialności wobec prawa. Ale od rządzenia, nakładania
kar, szantażowania i profitów , to jesteśmy MY - KOMISJA.
Na zakończenie wracam do "Rajdu Strzelińskiego". Drugoplanowym winnym tej
tragedii jest oczywiście GKSS PZM czyli władze sportu samochodowego
i autorzy regulaminu zdobywania licencji krajowej. Licencji, która nie świadczy
o nabytych umiejętnościach kierowcy do uprawiania sportu samochodowego.
Aktualnie wydawane licencje, są biurokratycznym dokumentem, świadczącym
o tym, że jej posiadacz jest zdrowy na umyśle i że za własne pieniądze wykupił
polisę ubezpieczeniową NNW Sport.
To ubezpieczenie jest bardzo ważne, ponieważ chroni centralę związkową PZM
od spraw sądowych w kwestji odszkodowania. A to jest najważniejsze !!
Andrzej Dobosz
]
PRZYGODA MISTRZA ROBERTA
18-03-2012 o godz. 17:16:25 (60 reads)
Nie jestem miłośnikiem Formuły 1. Wychowałem się na rajdach i okrążanie po 50-70 razy tego samego toru, podczas jednej eliminacji nie wzbudza we mnie emocji. Uważam, że 20 okrążeń toru w zupełności by wystarczyło, ponieważ i tak najważniejsze jest miejsce na polu startowym i sam start oraz pierwsze okrążenie.
W tym samym dniu odbyłoby się kilka eliminacji z mocnym startem. Trochę podobnie jak na zawodach żużlowych. Jest to z pewnością bardziej atrakcyjne. Ale rządzą tym sportem różne czynniki - wszechwładna FIA, producenci bolidów i reklamodawcy. Zmiany rodzą się powoli i dotyczą głównie przepisów technicznych. Tymczasem, dobrze zapowiadający się Kubica, wygłupił się w sposób zupełnie nieodpowiedzialny i dał zajęcie naszym skrupulatnym dziennikarzom. Wszyscy wysłuchują ostatnio komunikatów o charakterze medycznym - jednym słowem uczymy się na błędzie kierowcy anatomii człowieka. Panuje ogólne współczucie i zapominamy, że głównie kierowca jest panem swojego losu. Panuje również przekonanie. że jak kierowca rozwali samochód na drzewie, to winne jest drzewo i należy je za karę wyciąć lub znależć tego kto je niewłaściwie posadził. Wyścigi na torze, przygotowanym technicznie do wielkich prędkości, mają się tak do rajdów jak pięść do oka. To są dwie zupełnie różne specjalizacje. Jak się poważnie traktuje swój zawód kierowcy Formuly 1, to niebezpieczne rozrywki należy odłożyć na póżniejszy termin.Tym bardziej, że dotyczy to sportu ekstremalnego a nie gry w pingponga. Branie udziału w trzeciorzędnym włoskim rajdzie Ronde Di Andora to ani poważna konkurencja ani wielka satysfakcja z końcowego wyniku W zasadzie powino się udział w rajdzie potraktować ulgowo, mając na względzie rozpoczynający się sezon sportowy i podpisany kontrakt.
Dobrze wiadomo, że pierwsze Odcinki Specjalne na rajdzie, należy traktować z pewną rezerwą a nie jechać "na całość" - bez marginesu bezpieczeństwa. Kierowca, pilot i samochód (opony) muszą się "rozgrzać i rozkręcić". Załoga musi wejść w szczególny rytm działań i odruchów charakterystycznych przy dużych prędkościach i nieustannie zmiennym torze jazdy. Przy powtarzalnych OS-ach, drugi i trzeci przejazd tego samego Odcinka to prawie zawsze coraz lepsze wyniki. No i sprawa pilota ! Zapoznanie się z trasą Odcinka Specjalnego i specjalny opis drogi, wykonuje się przy prędkości rzędu 40 km/godz - po raz pierwszy i trochę szybciej sprawdzając opis podczas trzeciego przejazdu. Miejsca szczególne: poważna wada nawierzchni, jakaś dziura, korzeń, odwrotny profil zakrętu - powinny być opisane. Przy prędkości 50 km/godz nie stanowi to żadnego problemu ale powyżej 150km/godz. wyrzuca samochód z drogi ! Opisując trasę OS-u, załoga musi mieć wyobraźnię i zdolność przewidywania. Jeżeli tego zabraknie, to mamy przypadek Kubicy. Takie wydarzenia zdarzają się na rajdach i nie zawsze jest tak żle ale nasz mistrz miał wyjątkowego pecha z tą barierą i wiadomo jak to się skończyło. Swoją drogą, chciałbym zobaczyć opis tego Odcinka Specjalnego wykonany przez pana Jakuba Gerbera. Albo to jest zły opis albo Kubica mial w nosie dyktowanie pilota, co jest możliwe, ponieważ w Formule uczestniczą indywidualiści jeżdżący po idealnie równej nawierzchni toru.
A teraz sam smutek ! Robert Kubica ma z głowy kontrakt, sezon sportowy, sukcesy i pieniądze a przed sobą roczny urlop i uciążliwe leczenie. Pomimo szumnych zapowiedzi, osobiście wątpię aby kiedykolwiek wystąpil w tym samym zespole. Na miejscu szefa ekipy, też miał bym wątpliwości z powodow zupełnie oczywistych. Tu nie ma miejsca na sentymenty a najważniejsze są osiągane wyniki w sporcie przekładane na wyniki finansowe fabryki samochodów. Ponadto, podczas nieobecnosci Kubicy na torze, mogą się ujawnić nowe gwiazdy Formuły, ktore będą dawać lepsze nadzieje na dobry wynik niż poskładany Robert. Trzeba było sobie znależć inne, bezpieczniejsze hobby np.nurkowanie. albo grę w krykieta a najlepiej w golfa. Ale bądżmy dobrej myśli - może mu się powiedzie ! Ciekawe o czym będą pisać i mówić polscy dziennikarze akredytowani przy Formule ? Przecież temat szpitalny wkrótce się skończy a zacznie się sezon sportowy bez Kubicy. Tymczasem, doszły rewelacyjne informacje. Otóż kardynał Dziwisz wysłał Robertowi relikwiarz. W środku kawałek sutanny Jana Pawła II. Całość zawiózl do Włoch dziennikarz TVN 24. Będzie z tej wycieczki wywiad-rzeka !!
Okazuje się, że Kubica od wypadku w Kanadzie w roku 2007, bardzo wierzy w opiekę Śp Papierza Polaka. Na kasku umieścił napis: "Jan Pawel II". Jak tak dalej będzie wierzył w cuda. to za trzecim razem może go szczęście opuścić. Trzeba raczej się przyłożyć do pracy nad techniką jazdy. Nawet jak kościelni ogłoszą nowy cud w sporcie samochodowym to lepiej więcej nie ryzykować ! Chociaż zapotrzebowanie na cudowne osiągnięcia w sporcie, jest wciąż w narodzie ogromne.
Andrzej Dobosz - AD 2011
www.kryteriumkamionki.pl
]
GÓRSKI KONKURS SAMOCHODOWY 2012
18-03-2012 o godz. 16:34:59 (382 reads)
W bieżącym roku, Kryterium Kamionki i Walim Trophy będą rozgrywane o tytuł
Mistrza Gór Sowich. Tytuły zostaną przyznane w każdej istniejącej klasie.
Minimum klasyfikacyjne to udział w trzech rundach.
Radzę zwrócić uwagę na punkty nr. 2.4 - 6.1 - 12.1 Regulaminu Konkursu.
Pierwsza runda Kryterium Kamionki odbędzie się w dniu 13 maja - w niedzielę.
W zawodach stosowana jest zasada: co nie jest nakazane lub zakazane to jest
dozwolone. Ale należy pamiętać, że wymagane środki bezpieczeństwa
zamontowane w samochodzie służą wyłącznie załodze a nie Organizatorowi.
Kierowca i właściciel samochodu nie powinien oszczędzać na bezpieczeństwie swoim
i pilota. Wyposażenie samochodu w solidny osprzęt służący bezpieczeństwu załogi
to rozsądna decyzja każdego zawodnika.
Andrzej Dobosz
]
RAJD POLSKI - ZJAZD WETERANÓW
18-03-2012 o godz. 16:33:34 (85 reads)
Piękna, towarzyska impreza odbyła się w dniu 22 października 2011r.w Wałbrzychu z inicjatywy Jerzego Mazura i Andrzeja Zapała. Były to lokalne obchody 90-tej rocznicy samochodowego Rajdu Polski - eliminacji Mistrzostw Europy Kierowców (1921 - 2011).
Rajd Polski był przez wiele lat organizowany przez
Automobilklub Krakowski a w latach 1975-2011 przez Automobilklub Dolnośląski
i następnie przez Automobilklub Ziemii Kłodzkiej. Później przeniesiono organizację
Rajdu na Mazury, na szutrowe Odcinki Specjalne. Głównym celem była perspektywa
przeprowadzenia w Polsce rundy Mistrzostw Świata - WRC. Udała się ta sztuka
w roku 2009, kiedy zorganizowano 66 Rajd Polski z bazą w Mikołajkach.
Kiedy będzie powtórka - trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, że marzenia naszych
działaczy o powrocie Rajdu na Dolny Śląsk mogą się spełnić dopiero po roku 2013.
Tak czy owak, decydują o tym "układy" w FIA i wątpliwa przychylność bonzów
naszej federacji. Na dzień dzisiejszy pozostały wspomnienia, którym głównie
poświęcono wałbrzyskie spotkanie zawodników i działaczy. Ale do rzeczy !
Rocznicowy zlot zaszczycili swoją obecnością tacy zawodnicy jak: Krzysztof
Hołowczyc, Maciej Wisławski, Andrzej Jaroszewicz, Błażej Krupa, Robert Mucha
(przyleciał z Kanady!) Janusz Szerla, Jarosław Baran, Piotr Mystkowski, Romuald Hałas, Grzegorz
Gac, Włodzimierz Cierliński, Stefan Saliński.
Przybyli Komandorzy Rajdów Polskich i wybitni działacze: Andrzej Postawka,
Zbigniew Jarosz, Jerzy Jaworski, Bogusław Piątek, Grzegorz Gac, Andrzej Dobosz,
Julian Obrocki, Mirosław Wiaderny, Grzegorz Chyła, Konstanty Kawardzis,
Lech Kalniuk, Robert Łyjak i wielu innych.
W sobotę rano zebrało się całe towarzystwo w Wałbrzychu u Jerzego Mazura,
gdzie nastąpiło uroczyste powitanie i następnie zwiedzanie Muzeum Sportów
Motorowych, którego właścicielem jest dealer Nissana czyli Kol. Mazur.
Na obszernym parkingu ustawiono bramę startową ozdobioną banerami
z symbolami Rajdu Polski. Po obejrzeniu zabytkowych pamiątek rajdowych zrobiono całkiem udane wspólne zdjęcie uczestników wyjątkowego zjazdu.
Później dwa autokary zawiozły wszystkich gości do Galerii Victoria - nowego
obiektu rozrywkowo-handlowego w Wałbrzychu. Tak się złożyło, że Galeria Victoria
obchodziła 1-sze urodziny i nasza impreza została wpleciona w kilkudniowy program
urodzinowych atrakcji. Przed budynkiem Galerii ustawiono historyczne, rajdowe
samochody a w środku czekała wystawa zdjęć z dawnych Rajdów Polski i kateringowy
poczęstunek dla zaproszonych gości.
Tutaj też odbyła się główna część rajdowych obchodów czyli wręczenie pamiątkowych
insygniów zasłużonym działaczom i zawodnikom. Całość prowadził znany dziennikarz
i komentator zawodów samochodowych - Andrzej Borowczyk. Mistrzowie Polski długo byli oblężeni przez licznych miłośników rajdów i łowców autografów.
Kolejnym punktem programu był wyjazd do Walimia na znany Odcinek Specjalny
Walim-Rościszów czyli na słynną "kostkę walimską" . Na początku, Maciej Wisławski
złożył kwiaty pod pomnikiem Mariana Bublewicza i Janusza Kuliga. Towarzyszyli mu
Krzysztof Hołowczyc i Jarosław Baran. Wspominano znakomitych zawodników
i uczczono ich pamięć minutą ciszy.
Następnie odbył się pokazowy przejazd historycznymi samochodami rajdowymi
w wykonaniu obecnych zawodników. Krzysztof Hołowczyc
zebrał duże oklaski za piękny przejazd po kulowych zakrętach samochodem Subaru.
Powoli zapadał zmierzch i zacne towarzystwo przeniosło się do hotelu
w Złotym Lesie, gdzie przygotowano uroczysty bankiet. Do północy toczyły się
ożywione rozmowy i wspomnienia o minionych rajdach. Wyjątkowo udane
spotkanie zawodników i działaczy dobiegało końca.
Andrzej Dobosz
25.10.2011r.
]
Bogaci przestępcy rajdowi
18-03-2012 o godz. 16:31:06 (88 reads)
Powszechnie wiadomo, że uprawianie sportu samochodowego kosztuje kupę forsy i tylko zupełnie zdeterminowani zwolennicy szybkiej jazdy mogą sobie na to pozwolić.
Zdają sobie z tego sprawę członkowie Głównej Komisji Sportu Samochodowego i wychodzą z założenia, że jeżeli kogoś stać na wyjątkowo drogi sprzęt wyczynowy i inne wysokie koszty uprawiania ulubionego sportu - to można mu jeszcze dołożyć!!
Należy tylko zastosować wysokie wpisowe i cały system kar finansowych.
Wszystkie ta wynalazki można znaleźć w regulaminie standardowym, który tak jest
skonstruowany. że warto się temu zagadnieniu bliżej przyjrzeć. Jak by nie patrzeć:
zyskują na tym Organizatorzy rajdów , którym chronicznie brakuje pieniędzy.
Mają zdecydowaną przewagę nad zawodnikiem, bowiem nie uiszczenie dowolnej
kary finansowej powoduje wyrzucenie załogi z rajdu, a nawet jak znajdzie się na
mecie, to nie zostanie ujęta w klasyfikacji końcowej. Ze swoimi żalami może iść
do Pana Boga, ewentualnie może leżeć krzyżem przed Zespołem Sędziów
Sportowych. Zazwyczaj z miernym skutkiem, ponieważ ZSS zazwyczaj sprzyja
Organizatorowi rajdu. Z prostej przyczyny ! ZSS i całe stado oficjeli jest na
utrzymaniu Organizatora. Powstaje system naczyń połączonych. Organizatorzy doją
zawodników a sami są wyzyskiwani przez dostojne grono wysłanników GKSS
czyli sędziów, delegatów, obserwatorów, kontrolerów, łącznościowców i różnych
przyjaciół królika. Ten szlachetny zespół "działaczy" PZM nie ma żadnej litości
i za swoją "ciężką pracę" wyrwie Organizatorowi z gardła ostatnią złotówkę.
Ile to towarzystwo kosztuje można przeczytać w jednym z moich felietonów.
Ale wracam do tematu głównego.
Jak wiadomo, mamy aktualnie pierwszą i drugą ligę rajdową, Jest jeszcze trzecia
ale to jest mniej ważne. Zaczynamy od wpisowego do zawodów.
Wysokość wpisowego do RSMP jest mocno zróżnicowana. W obu ligach istnieje
podział na wpisowe z reklamą dodatkową Organizatora (czytaj: obowiązkową !!)
i bez tej reklamy, wyłącznie z reklamą własną. Różnica jest znaczna: około dwa razy
drożej bez reklamy Organizatora.
Zaczynamy od RSMP. Zawodnicy zgłoszeni prywatnie płacą od 2,200 zł, (4,000 zł)
do 2,900 zł. (5,400 zł) w zależności od klasy samochodu. Osoby prawne wpłacają
za załogę 3,700 zł.(7.000 zł) a jak załoga legitymuje się inną licencją niż wydaną
przez PZM, to buli 6,000 zł. (9.000 zł). To wszystko dotyczy pierwszego terminu
wpłaty. W drugim terminie trzeba dopłacić 500 zł do każdej z wymienionych kwot.
Teraz druga liga. Zawodnicy zgłoszeni prywatnie płacą 2,000 zł. (4,000 zł) w klasie
N4 i 1200 zł. (2,400 zł.) pozostali. Osoby prawne wpłacają za załogę wymienione
kwoty plus dodatkowo 500 zł. Wpisowe w drugim terminie wynosi 120% wpisowego
w pierwszym terminie.
W obu ligach w ramach wpisowego, każdej załodze przysługuje powierzchnia
w Parku Serwisowym wynosząca 45 m. kwadratowych. Opłata za dodatkową
powierzchnię w Parku wynosi 20 zł za metr dla zawodników prywatnych i 30 zł.
dla zawodników osób prawnych.
W przypadku nie przybycia na imprezę, wpisowe w całości przepada. W drodze
łaski, Organizator może zwrócić 50% kwoty wpisowego tym zawodnikom, którzy
złożą na piśmie usprawiedliwienie w postaci zaświadczenia o pobycie w szpitalu
lub innego nieszczęścia. Rodzina może przesłać nekrolog dotyczący bezpośrednio
zawodnika. Ma dużą szansę na zwrot części wpisowego, aczkolwiek czynione
to będzie bez nadmiernego entuzjazmu.
Park Serwisowy ma swoje prawa. Jak jakiejś załodze przyjdzie do głowy pomysł
z umieszczeniem własnej reklamy poza granicami przyznanej powierzchni
to zapłaci karę w wysokości 500% wpisowego !! czyli 11,000 zł. w RSMP w wersji
najtańszej lub 6,000 zł. w drugiej lidze, też w wersji najtańszej. Można oczywiście
zapłacić większą kwotę. Jak się nie podoba to jazda do domu !!.
Starym wynalazkiem jest Karta Wykroczeń. Kary związane z jej posiadaniem
są urozmaicone a wykroczenia dotyczą zapoznania załogi z trasą, jak również
w trakcie trwania rajdu
Jedzie sobie załoga na dojazdówce do OS-u, zadowolona z pięknej pogody.
W środku autka trwa ożywiona dyskusja, droga pusta, a prędkość około
55 km/godz. Spokój w przyrodzie. Nagłe, z krzaków wyskakuje policjant wraz
z działaczem Organizatora. W ręku trzyma znaną klamkę. Okazuje się, że popełniono
poważne wykroczenie drogowe ! Gdzieś tam stał zasłonięty gałęziami znak drogowy
ograniczający prędkość do 40 km/godz. Takie znaki ustawiają drogowcy na wniosek
wyjątkowo aktywnych sołtysów lub wójtów. Przeważnie tam, gdzie włóczą się w soboty
tradycyjnie pijani miejscowi obywatele. I zaczyna się konsekwentne działanie
miłośników bezpieczeństwa ruchu drogowego. Działania są wyjątkowo zgodne.
Policja potrzebuje pieniędzy i Organizator rajdu też jest chciwy.
Policjant zgarnia 200 zł. a Organizator - 1000 zł. Z policjantem można negocjować
z działaczem lepiej nie zaczynać ! W klubie potrzebna jest forsa ! Załoga musi
wpłacić 1000 zł w kasie Klubu, Jak się nie podoba to jazda do domu !
Przy drugim wykroczeniu mandat plus kara 5 minut a przy trzecim mandat
i wykluczenie z rajdu. Pozostaje liczyć straty.
Zapoznawanie załogi z trasą rajdu to czysta przyjemność. W regulaminie poświęcono
temu zagadnieniu osiem szczegółowych punktów. Zawodnicy powinni je znać na
pamięć, bowiem będą pilnowani szczególnie starannie. Co tam jest napisane. może
sobie każdy przeczytać.
Organizator lojalnie ostrzega, że na Odcinkach Specjalnych i trasie dojazdowej
rozlokowane będą patrole policji z radarami, współpracujący z działaczami klubowymi.
Strach się poruszać po drodze !! Potencjalni przestępcy drogowi mogą być ukarani
mandatami przez policję jak również karami finansowymi wymyślonymi przez GKSS.
A kary są wyrafinowane. W klubach przecież zawsze brakuje pieniędzy. Wysokość
kar potwierdza regułę, żę w tym sporcie biorą udział ludzie bardzo bogaci lub
wyjątkowi fanatycy. Albo jedno i drugie.
Otóż za pierwsze wykroczenie w RSMP zapłacimy 2,000 zł. a za drugie 3,000 zł.
W drugiej lidze nieco taniej: 1,000 zł. za pierwsze i 2,000 zł. za drugie wykroczenie.
Trzecie wykroczenie lub brak wpłaty do klasy Klubu - jedziemy do domu albo
oglądamy jazdę kolegów, którzy uniknęli zasadzki.
Jest jeszcze inna propozycja regulaminowa. Jeżeli komuś się pomylą kierunki
i pojedzie w przeciwnym kierunku niż wyznacza harmonogram, to zapłaci 5,000 zł
w RSMP lub 3,000 zł, w drugiej lidze. Radzę to poważnie przemyśleć !
Harmonogram czasowy rajdu jest rzeczą świętą. Oczywiście dla zawodników.
Jak ktoś się spóźni na Badanie Kontrolne czyli BK, będzie go to kosztowało sporo
pieniędzy. Otóż kara finansowa wynosi 50% wpłaconego wpisowego.
Powstaje nowa tabela kar: zaczynamy od RSMP, przeciętnie od 1,100 zł. do 1,450 zł.
z reklamą Organizatora, Bez reklamy: od 2,000 zł., 3,500 zł. do 4,500 zł. To dotyczy
pierwszego terminu wpłaty wpisowego.
Jak załoga spóźni się solidnie, Organizator może wyznaczyć nowy czas Badania
Kontrolnego. Ta przyjemność kosztuje zawodnika jedynie 300 zł,
Jeżeli Organizator zaplanuje oryginalną ceremonię Startu, to musi zorganizować
tzw. "park przedstartowy". Nie radzę się spóźnić kilka minut na tą uroczystość !
Kara za tą opieszałość wynosi 300 zł.
Może się zdarzyć, że po przyjeździe na Metę rajdu nie spodoba nam się wynik
konkurenta lub działania Organizatora. Prosta sprawa. Żyjemy w demokratycznym
kraju i składamy protest. Ale nic nie ma za darmo. W rozdziale: "kaucja przy proteście"
widnieje piękny cennik: kwota podstawowa to 100% wpłaconego wpisowego -
tylko za złożenie protestu. Jeżeli protest wymaga zbadania pewnych elementów
samochodu konkurenta - dopłacamy 200% wpłaconego wpisowego.
Jeżeli serdecznie nie cierpimy załogi, która nas leje na OS-ach i niestety jeździ
w naszej klasie, to wpłacamy kwotę równą 500% wpisowego i wtedy następuje
komisyjna rozbiórka samochodu. Do pierwszej niezgodności z homologacją.
Później, trzeba ten samochód poskładać do kupy. Gorzej, jak konkurent wyjdzie
z tego czysty jak łza. Stracony czas, pieniądze i efekt medialny. Pieniactwo
nie zawsze się opłaca !
Ten protest za 500% wpłaconego wpisowego może dotyczyć czasami jedynie
paliwa stosowanego przez konkurencję. W tym przypadku, chyba nieco przesadzono
z wysokością zaliczki. Przecież w RSMP 500% to 11,000 zl przy najniższym
wpisowym, A przy najwyższym !!! To są duże pieniądze nawet dla bogatych.
Nic dziwnego, że cytowana taryfa skutecznie odstrasza zawodników od składania
protestów na konkurentów. Działania stają się martwe.
Zespół Sędziów Sportowych podejmuje ważne decyzje, ale nie zawsze właściwe.
Jeżeli rozmowa z członkami ZSS nie daje a żadnego rezultatu a zawodnik czuje się
pokrzywdzony - może zrobić sobie i innym na złość. W imię sprawiedliwości !!
Zapowiada się (na piśmie), odwołanie od decyzji ZSS do Głównej Komisji Sportu
Samochodowego, czyli do wyższej instancji. Ale w tej wyższej instancji urzędują
ci sami ludzie, którzy siedzą w ZSS-ie. Wynik można z góry przewidzieć.
Tymczasem, ogłoszenie wyników w pechowej klasie trzeba zawiesić a już po dwóch
miesiącach GKSS podejmuje taką samą decyzję jak ZSS.
Cała ta przyjemność kosztuje protestanta 2,500 zł. w RSMP i 2,000 zł w drugiej lidze.
Pieniążki należy wpłacić z góry do kasy Organizatora rajdu, który je z ochotą zgarnia.
Teoretycznie - jeżeli zawodnik ma rację, to pieniądze zostaną mu zwrócone.
W praktyce, taki przypadek graniczy z cudem. Zawodnik po prostu nie może mieć
racji, wobec tak głęboko przemyślanych decyzji. Powinien także znać swoje miejsce
w szeregu !
Jak wiadomo, w czasie odbioru administracyjnego załoga deponuje swoje papiery
w Biurze Rajdu. Po zakończeniu imprezy musi je niezwłocznie odebrać z Biura.
Jeżeli zakręceni zawodnicy przypomną sobie o tym w drodze do domu, załapią się
na premię. Swoją własność odbiorą dopiero wtedy, jak do kasy Organizatora
wpłynie jedynie 100 zł. Niech pamiętają gamonie o przepisach regulaminowych !!
Andrzej Dobosz
]
Uwaga na OS-Lubachów
18-03-2012 o godz. 16:02:46 (87 reads)
Organizator informuje, że głębokość Jeziora Bystrzyckiego jest mu dobrze znana i wszelkie dodatkowe pomiary są zupełnie zbyteczne. Jeżeli jednak załoga jest wyjątkowo ambitna - pomiary można powtórzyć!
Jak wiadomo, Komisja BK dopuszcza do rajdów samochody nieszczelne. dlatego
dobrze jest skorzystać z osiągnięć wojskowych specjalistów.
Biuro Rajdu udostępni nieodpłatnie pracę doktorską pt:"Zastosowanie mazidla
osiowego do uszczelniania pojazdów przekraczających dno rzeki w warunkach
bojowych". Pozostaje kupić beczkę towotu i wziąć się do roboty.
Dobrze jest równiez zaopatrzyć się w ciepłe skarpetki, kamerę i piwo, ponieważ
woda jeziorowa ma przykry smak. Sędziego Faktów można schować w bagażniku.
W momencie zmiany trasy OS-u na wodną; należy zwrócić taktownie uwagę
pilotowi: przestań kurwa czytać !! ponieważ dalsze dyktowanie wydaje się zbyteczne.
Po zmianie nawierzchni włączamy długie światła i wycieraczki a pilot chowa "kwity"
pod fotel i wyciąga urządzenie pomiarowe. Opadając zwolna na dno jeziora
podziwiamy podwodną faunę, kręcimy film i sięgamy po ulubione piwo.
Po osiągnięciu dno jeziora. zaczynamy się zastanawiać jak wrócić na trasę
ulubionego rajdu. Z uwagi na muliste dno, lepiej zrezygnować z użycia wstecznego
biegu ale silnik powinien pracować !! Pojawiające się na powierzchni jeziora
liczne bąbelki, przyczynią się bowiem do ujawnienia miejsca pobytu zdolnej załogi.
Nie wolno używać klaksonu, ponieważ obowiązuje strefa ciszy a w jeziorze mieszka
nerwowy sum z wąsami, będący pod ochroną Stowarzyszenia "Nasz sum".
W celu uzgodnienia akcji wydobywczej trzeba nawiazać łączność ze swoim serwisem
i podać aktualne położenie samochodu. Może być GPS.
Pobyt pod wodą uprzyjemni wspólne czytanie Procedury Wypadkowej, ponieważ
znajomość regulaminów jest świętym obowiązkiem zawodników.
Tak czy owak nie należy marnować czasu i zachować spokój !!
Jeżeli pomoc nie przybędzie (wariant B) a w samochodzie zrobi się mokro i dziwnie
należy opuścić pojazd, wystawiając po drodze trójkąt odblaskowy. Sędziego Faktów
trzeba wyjąć z bagażnika i wraz z protokółem wziąć ze sobą.
Po wypłynięciu, należy udzielić wywiadu ekipie TV czychającej na sensację
i pozdrowić ofiarnych mieszkańców wioski trzymających bosaki i sieci.
Dziennikarzom można oświadczyć, że jedynie chwilowy brak samochodu
uniemożliwia dalszą walkę na trasie Rajdu Elmot.
Dedykuję "drugiej lidze"
Andrzej Dobosz
]
Super prolog czyli OS-Zagórze
18-03-2012 o godz. 16:00:09 (63 reads)
Kiedy układałem trasy Rajdu Elmot, bałem się trochę o odcinek drogi wokoło Jeziora Bystrzyckiego. Ten sztuczny zalew (1912 - 1917) ma prawie pionowe brzegi i wpadnięcie samochodu mogło skończyć się tragicznie, Po kilku latach omijania zalewu uruchomiłem OS-Lubachów Walim i w obstawie WOPR-u rozpoczęła się gonitwa wokoło jeziora. Tak było na kolejnych Elmotach i Rajdzie Polski.
Oczywiście, niektóre załogi wpadały do jeziora, ale w górnym fragmencie, gdzie w zasadzie jest płytko, szczególnie przy niskim stanie wody. Trzeba je było wyciągać przy pomocy dźwigu. Nic poważnego się nie stało.
Z okazji jubileuszu, czyli 20 Rajdu Elmot , wpadłem na pomysł zorganizowania
Super OS-u Zagórze. Był to rok 1992. Rajd miał trwać dwa dni. Trzeciego dnia,
czyli w niedzielę uroczyste zakończenie w teatrze świdnickim.
Ale od początku. W piątek, od rana Badanie Techniczne a po południu od godz.17
do zmroku Super OS-Zagórze wokoło jeziora. W zasadzie były to trzy OS-y
o długości 7,7 km każdy. O wyniku końcowym decydowała suma czasów przejazdu.
Parking dla załóg znajdował sie w Zagórzu, na boisku sportowym. Załogi startowały
w odstępach jednominutowych .Po wykonaniu każdego okrążenia, załogi wjeżdżały
do DEPO i czekały na następny start .Kierunek jazdy: Zagórze - X-Michałkowa -
jezioro - X-Lubachów - Zagorze.
Przed pierwszym liczonym okrążeniem odbywał sie przejazd wszystkich załóg
trasą OS-u, czyli taka defilada zawodników. Widowisko było znakomite a liczni
kibice zachwyceni. Oczywiście Super OS-Zagórze wchodził do klasyfikacji rajdu.
W sobotę odbywał się właściwy rajd - od rana do wieczora. Trasa rajdu wynosiła
407 km w tym 19 OS-ów o łącznej długości 178 km. Odcinki Specjalne stanowiły
44% trasy rajdu. Rajd obsługiwało sześć ekip oesowych. Każdy OS powtarzany był
trzykrotnie. Żaden rajd w tamtych latach nie mial tak dobrej charakterystyki !!
Super OS-Zagórze prowadzony był przez cztery lata: od roku 1992 do roku 1995.
Później zmieniły się przepisy i skończył się wyjątkowy Odcinek Specjalny.
Warto wspomnieć. że w tamtych czasach, startowało w RSMP około 90 załóg.
Andrzej Dobosz
]
Ile kosztują RSMP związkowi oficjele
18-03-2012 o godz. 15:57:46 (110 reads)
Nowy sezon sportowy już się zaczął a Organizatorzy rajdów kontynuują zabiegi żebrackie czyli starają się pozyskać sponsorów na organizację.
To bardzo niewdzięczna praca, ponieważ telewizja abonamentowa ma w nosie rajdy samochodowe, chyba że imprezie patronuje ORLEN.
Ale do ORLENU ma dostęp tylko elita PZM a pozostała reszta zbiera
forsę od skromniejszych sponsorów. Każdy dobroczyńca chciałby oglądać
swoje logo w telewizji. Równie dobrze może wierzyć w duchy ! Czas
antenowy pokazywanych relacji z rajdów jest bardzo krótki a nadawca
skutecznie walczy z kryptoreklamą. Nie jest lekko !
Jeżeli komuś się wydaje, że Polski Związek Motorowy wspomaga
finansowo Organizatorów rajdów, to jest w błędzie. PZM jest taką
kurą, która jak wiadomo zawsze grzebie pod siebie. Przepływ forsy
zmierza zawsze w jedną stronę - w kierunku monopolisty czyli PZM.
Ten temat wymaga oddzielnej, wnikliwej publikacji.
Na początek publikuję aktualny cennik usług związkowych, zatwierdzony
przez Główną Komisję Sportu Samochodowego PZM na 2010 rok.
Jest to wykaz sędziów, delegatów i kontrolerów PZM na utrzymaniu
Organizatora rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski.
1. Zespół Sędziów Sportowych PZM - 4 osoby
3 sędziów + sekretarz ZSS
2. Badanie Kontrolne - BK
Delegat Techniczny Sędzia PZM - 1 osoba
Kontroler Techniczny PZM - (waga) - 1 osoba
Zespół Sędziów Technicznych PZM - 3 osoby
3. Centrum Kierowania Rajdem - CKR
Kierownik CKR - PZM - 1 osoba
Operator CKR - PZM (3 lub 4 OS-y) - 3 lub 4 osoby
4. Delegat PZM d/s bezpieczeństwa - 1 osoba
5. Obserwator PZM - 1 osoba
6. Odpowiedzialny za kontakty
z zawodnikami - PZM - ( RSMP+RPP) - 1 lub 2 osoby
7. Oficjalne prowadzenie klasyfikacji - PZM - 1 osoba
Ogółem: 17 lub 19 osób !!
Każdej z wymienionych osób przysługuje od Organizatora rundy RSMP:
cztery noclegi w przyzwoitym hotelu - około 120 zł za dobę
pełne wyżywienie - około 70 zł. - (skromnie !)
lub dieta - aktualnie 23 zł za dzień - koń by się uśmiał !!
a Organizator pożegnał by się na zawsze z rajdem
minimum 75% zwrotu kosztów użycia samochodu prywatnego
na trasie od miejsca zamieszkania do bazy rajdu i w razie
konieczności po trasie rajdu np. lotne kontrole Komisji BK
czyli 0,8358 zł za 1 km x 75% = 0,6268 zł za 1 km czyli 62,7 zł. za 100 km.
czyli 14 litrów benzyny 95 okt na 100 km. licząc po 4,30 zł za litr.
poza Delegatem Technicznym PZM (waga), który ma prawo do 100%
taryfy urzędowej czyli 0,8358 co daje 83-zł za 100 km.
ekwiwalent sędziowski czyli: za każdy pracowity dzień zawodów od BK-1
do ogłoszenia wyników ostatecznych 300 zł + 1 dzień czyli + 300 zł.
Mówiąc skromnie: trzy dni po 300 zł = 900 zł + 300 zł = 1200 zł.
Ten dodatkowy dzień to premia za ciężką pracę. Od dawna wiadomo,
że Główna Komisją czyli GKSS PZM robi to co jej się podoba a szczególnie
bezczelnie rządzi się pieniędzmi Organizatorów rajdów.
Ale to nie wszystko. Istnieją stałe ekipy do obsługiwania i kontrolowania
poszczególnych Odcinków Specjalnych. Aktualnie rajdy są krótkie i mają
trzy lub cztery OS-y w każdym z dwóch etapów . Z powodu kosztów.
To znaczy , że do obsługi Rajdu potrzebne są 3 lub 4 ekipy sędziów
i odpowiednio ekipy chronometrażu czyli pomiaru czasu..
Wiadomo. że pełny skład ekipy do obsługi OS-u wygląda następująco:
PKC - 4 osoby - w tym kierownik PKC-u
Start - 4 osoby - w tym kierownik OS-u + kierownik zabezpieczenia OS-u
oraz członek ekipy chronometrażu.
Meta Lotna - 2 osoby z ekipy chronometrażu
Meta Stop - 4 osoby w tym kierownik Mety Stop + członek ekipy
chronometrażu.
A teraz podsumowanie. Chodzi oczywiście o ekipy z importu czyli działaczy
stanowiących zespoły rekomendowane przez GKSS a opłacane przez
Organizatora rajdu.
Ekipa Odcinka Specjalnego PZM - 4 osoby - kierownik PKC,
kierownik OS-u, kierownik zabezpieczenia OS-u, kierownik Mety Stop.
Każdej z wymienionych osób należy się:
150 zł x 2,5 dni = 370 zł czyli na ekipę; 370 zł x 4 = 1480 zł.
oraz 2 noclegi, utrzymanie i zwrot kosztów dojazdu jak wyżej.
Ogółem jest to 12 lub 16 osób (3 lub 4 OS-y) i mim. 4 samochody.
Ekipa Pomiaru Czasu PZM - 4 osoby + 2 samochody
Każdy członek ekipy otrzymuje ryczałt: 500 zł. za 2 dni obsługi.
czyli 500 zł x 4 = 2000 zł. na ekipę,
oraz 2 noclegi, wyżywienie i zwrot kosztów dojazdu jak wyżej.
Ogółem jest to 12 lub 16 osób (3 lub 4 OS-y) i mim. 6 samochodów.
Ze względu na zróżnicowane czynniki takie jak: ilość przejechanych kilometrów
przez poszczególnych działaczy oraz różne ceny noclegów i wyżywienia,
trudno będzie określić ogólne koszty jakie ponosi Organizator rajdu.
Można obliczyć prawdopodobną sumę ryczałtów, które należą się każdemu
oficjelowi i członkowi wymienionych ekip OS-owych.
1200 zł x 17 osób = 20.400-zł.
370 zł x 12 osób = 4,440-zł.
500 zł x 12 osób = 6,000-zł.
razem: 30,840-zł
1200 zł x 19 osób = 22,800-zł.
370 zł x 16 osób = 5,920-zł.
500 zł x 16 osób = 8,000-zł.
razem: 36.720-zł.
Jak do tego dodamy zwrot kosztów za używanie prywatnego samochodu
oraz koszty zakwaterowania i wyżywienia, to można sobie wyobrazić ile
w sumie kosztują Organizatora rajdu wycieczki oficjeli i działaczy z importu.
Oczywiście, wiele z wymienionych funkcji mogą pełnić doświadczeni działacze
Organizatora, zamieszkali w okolicach bazy rajdu i blisko siedziby Automobilklubu.
W tym przypadku koszty obsługi zawodów byłyby znacznie niższe.
Ale towarzystwo wzajemnej adoracji zgrupowane wokół GKSS, tak się dobrze
okopało, że traktuje swoje funkcje jak dożywotne dobrodziejstwo. Nic dziwnego -
przy takim cenniku to niezły sposób na przyjemne spędzenie czasu i poprawienie
swojego budżetu. Zwłaszcza, że na wszystkie rundy jeżdżą przeważnie ci sami
ludzie a nawet zawsze te same osoby !
Andrzej Dobosz
]
Ile ludzi organizuje rundę RSMP?
18-03-2012 o godz. 15:54:07 (38 reads)
Ogółem: od 87 do 133 osób + samochody służbowe. Jednym słowem: nie jest lekko być Organizatorem Rajdu!!. A podobno wszystko organizuje Polski Związek Motorowy.
II - Dzialacze, sędziowie i służby własne Organizatora.
1. Kierownictwo Rajdu - 6 osób
dyrektor + 5 vicedyrektorów
sportowy, ds.zabezpieczenia,
ds.sędziów, ds.organizacyjnych.
ds.publiczności.
2. Kierownicy Służb Organizatora - 16 osób
lekarz zawodów. kierownik BK, biuro rajdu,
biuro prasowe, ds.promocji, ds.sędziów,
ds.organizacyjnych, ds.łączności, ds.obliczeń,
ds.finansowych, ds.logistyki, start-meta,
park serwisowy, park zamknięty, gospodarz,
rzecznik prasowy.
3. Działacze w powyższych służbach - od 15 do 20 osób
4. Sędziowie na PKC i OS-y
3 lub 4 OS-y - od 46 do 58 osób
5. Ekipy na szykany - 1 lub 2 szykany - od 3 do 6 osób
6. Działacze zabezpieczenia OS-w - od 200 do 300 osób
3 lub 4 OS-y - radio SOS
7. Kontrolerzy trasy rajdu - 13 osób
C,B,A, - 000,00,00 - szach - K
8. Bileterzy oesowi - od 24 do 30 osób
Ogółem: od 326 do 450 osób + koszty transportu samochodowego.
Wszystkim działaczom obsługi rajdu płaci bezpośrednio
Organizator. Dotyczy to ryczałtów sędziowskich, wyżywienia,
noclegów i używania samochodów prywatnych do celów
służbowych.
III - Usługi obce zamawiane przez Organizatora Rajdu.
1. Karetki pogotowia ratunkowego - od 15 do 20 osób
5 lub 6 karetek
2. Samochody ratunkowe PZM lub Straży Poż. - od 10 do 15 osób
3. Policja prewencji - od 30 do 50 osób
4. Policja drogowa - 6 lub 10 radiowozów - od 16 do 20 osób
5. Ochrona rajdu - skromnie - od 12 do 20 osób
6. Zmiana inżynierii ruchu - znaki drogowe - od 4 do 8 osób
Ogółem: od 87 do 133 osób + samochody służbowe.
W tym dziale płaci się firmom za całość usługi.
Jednym słowem: nie jest lekko być Organizatorem Rajdu !!. A podobno wszystko
organizuje Polski Związek Motorowy. Tylko za czyje pieniadze ?! I czyimi rękami ?!
A przecież to nie są wszystkie koszty organizacyjne - pozostały: poligrafia, łączność,
nagrody, ubezpieczenia, sprzęt, koszty bazy rajdu (hotel) itd.
Pytają mnie ludzie (kibice), co właściwie taki Rajd kosztuje i za co się płaci ?
To własnie jest próba odpowiedzi na takie pytania.